Blog miał być o tym co wychodzi spod mojej ręki...Ale z czasem jak ktoś z Warszawy pojawił się w moim życiu, blog zaczął być też trochę o nim. A teraz będzie jeszcze o tym co wychodzi spod ręki Warszawiaka. Odwiedzając w zeszły weekend stolicę dostałam zaproszenie :) Malowane dla mnie. Specjalnie dla mnie :) Jest piękne i robione z myślą o mnie. A na zdjęciu jeszcze parę "pamiątek" z moich odwiedzin u Jedynego Takiego Warszawiaka Artysty :) Brakuje butelki po szampanie i kartonów po pizzy i jeszcze kilku innych rzeczy ale... i tak patrząc na to zdjęcie wspominam, uśmiecham się i czekam na przyszłotygodniowy weekend. I co z tego, że blog nie jest tylko o tym co spod mojej ręki wychodzi. Ważne, że od serca o sprawach ważnych. I co z tego, że nie mam za wiele ostatnio tych rzeczy, które robię ręcznie? Co z tego, że gdybym nie rozmawiała z nim na sky albo nie pisała smsów to robiłabym o wiele więcej? Co z tego, skoro to właśnie on od pewnego już czasu ubiera mnie w najszerszy uśmiech i to dzięki niemu czuję się sz... :) Miłego wieczoru :)
O mnie
- Puchacz
- Szczęśliwa posiadaczka dwóch wspaniałych rąk, które w duecie z kreatywnością potrafią działać cuda. Dziergają, szyją, kleją, wiercą, szlifują, tną, malują, rysują a w między czasie pomagają w codziennych obowiązkach. Jestem z nich dumna i z zadowoleniem chwalę się tym co wychodzi spod mojej ręki.
piątek, 30 listopada 2012
wtorek, 20 listopada 2012
Przedsylwestrowa zabawa ;)
Z początkiem tego tygodnia zaczęłam czuć się trochę jak w Sylwestra, kiedy robi się wielkie odliczanie do godziny 00:00. Moją północą będzie piętek. A póki co, świetna zabawa i ten dreszczyk ekscytacji umilające oczekiwanie na tą chwilę :) Efekty świetnej zabawy:
Naręcze szydełkowych aniołków (postaram się w najbliższym czasie pokazać schemat na nie)
Oraz naręcze kolejnej porcji aniołków z masy solnej :) W planach będzie jeszcze jedna tura, no...może dwie :)
Naręcze szydełkowych aniołków (postaram się w najbliższym czasie pokazać schemat na nie)
Oraz naręcze kolejnej porcji aniołków z masy solnej :) W planach będzie jeszcze jedna tura, no...może dwie :)
Idę bawić się dalej :)
Pozdrawiam :)
A do stolicy ślę buziaki :*
Pozdrawiam :)
A do stolicy ślę buziaki :*
wtorek, 13 listopada 2012
W między czasie :)
Wiem...Dawno tu nie zaglądałam...Będąc w Warszawie czas się zatrzymał. Przestał biec i nie liczyło się nic więcej jak to co tu i teraz. Nie myślałam o tym co było, o tym co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc. A gdy te dwa cudowne dni, w których czas stanął, skoczyły się, znów ruszyła lawina pędzących w mgnieniu oka minut. Sprint godzin...sztafeta dni. Wyjeżdżając z Warszawy w październiku w nieokreślonych i
niesprecyzowanych planach były kolejne odwiedziny. I tak, Warszawiak
odwiedził mnie tydzień później. A potem obowiązki i praca zmusiły nas do
tego, że termin kolejnej wizyty w stolicy został ustalony na 23
listopada. I trzeba było czekać. Wiadomo, że kiedy na coś bardzo się czeka dobrze
wtedy zająć myśli i ręce czymś innym. Tak też zrobiłam...Były druty,
szydełko, masa solna, praca, dom, przygotowania świątecznych pierdołek i gdyby jeszcze mało tego było postanowiłam zacząć dalszy etap studiów. Więc do przyjemnych obowiązków doszły jeszcze projekty. A na dodatek wczoraj zaopatrzyłam się w czółenko do frywolitek i powiększam wachlarz swych umiejętności o frywolitkową koronkę...Tyle się dzieje, że ani się obejrzałam a tu od wizyty w Warszawie minął już ponad miesiąc. I za niecałe dwa tygodnie znów stolica :) A teraz prezentuję część owoców mojej pracy i wracam do kreślenia projektu :) Miłego dnia :)
czwartek, 18 października 2012
Koniec i początek
Proszę Państwa, uroczyście oświadczam, że prace nad ślubnym szalem dla panny młodej zostały zakończone. Szal został złożony w całość, udekorowany koronką i zapakowany w szary papier ozdobiony białymi serduszkami. Ponieważ przyspieszone tempo prac nad nim wykończyło mnie doszczętnie a na jutro kolejne plany, dziś nie jestem w stanie napisać już nic więcej jak to, że jestem totalnie zmęczona i po brzegi szczęśliwa. Że wyszło, że właścicielce się spodobało i że wygląda właśnie tak. Dobranoc :* :)))
poniedziałek, 15 października 2012
wtorek, 9 października 2012
Po warszawsku :)
Pisałam o czasie. O jego odmierzaniu, liczeniu każdej przybliżającej mnie do pewnego spotkania minuty. I kiedy w końcu nadszedł upragniony dzień, dzień oderwania się od obowiązków, od myślenia o tym co trzeba zrobić na wczoraj albo na już, kiedy przyszedł ten dzień udałam się w drogę. W drogę do stolicy :) Z telefonem w ręku, odpisując na sms-y, ustalając ostatnie szczegóły co do miejsca i godziny spotkania przejechałam 233km w poszukiwaniu szczęścia. Przed siebie, prosto, raz w lewo, raz w prawo, raz przez kałużę, raz po schodach. Idąc ścieżką wyłożoną kolorowym dywanem z jesiennych spadających liści czułam się niemal tak jak gdybym szła po czerwonym dywanie. Szłam z nie opuszczającym mojej twarzy uśmiechem, szare niebo przysłaniając od góry zielonym parasolem. Wspięłam się po jednych, dość szczerbatych schodach, potem po drugich i dotarłam na ostatnią prostą. Z oddali widać było tego pana co mieszka na Placu Zamkowym. Jakiś taki był smutny i szary...Stanęłam u jego stóp i czekałam. Aż w końcu przyszedł i ten drugi pan. Pan Troll, który rozświetlił szary, deszczowy Plac Zamkowy przepięknym słońcem, zamkniętym w uroczej roślince :)
Mała rzecz a jak bardzo cieszy :) Najbardziej wytrzymały słonecznik jakiego znam :)
Chociaż pogoda nie była zgodna z zamówieniem i tak było ciepło, miło i przytulnie. No i utwierdzam się w przekonaniu, że z odpowiednimi ludźmi nawet deszcz jest jedną wielką radością :)
A żeby dopełnić tej radości już po brzegi, na drugi dzień warszawskiej wizyty Słońce postanowiło zaprezentować swą promienną buźkę w pełnej krasie, nie chowając się za ani jedną chmurką :) Błądziło po zakamarkach rzeźb, framug, chowało się pomiędzy liśćmi kolorowych drzew...nie sposób było nie wylądować w parku. Siedząc na ławce wygrzewać się i cieszyć towarzystwem. I nawet Pan Zygmunt wyglądał na mniej surowego i groźnego i zapraszającym gestem witał wszystkich na Placu Zamkowym.
Skończyły się dwa dni w Warszawie...
Uśmiech pozostał...
Telefon też...
I ta obietnica...
Wszystkiego szczęśliwego dla wszystkich :)
Pozdrawiam :)
A żeby dopełnić tej radości już po brzegi, na drugi dzień warszawskiej wizyty Słońce postanowiło zaprezentować swą promienną buźkę w pełnej krasie, nie chowając się za ani jedną chmurką :) Błądziło po zakamarkach rzeźb, framug, chowało się pomiędzy liśćmi kolorowych drzew...nie sposób było nie wylądować w parku. Siedząc na ławce wygrzewać się i cieszyć towarzystwem. I nawet Pan Zygmunt wyglądał na mniej surowego i groźnego i zapraszającym gestem witał wszystkich na Placu Zamkowym.
Skończyły się dwa dni w Warszawie...
Uśmiech pozostał...
Telefon też...
I ta obietnica...
Wszystkiego szczęśliwego dla wszystkich :)
Pozdrawiam :)
poniedziałek, 1 października 2012
niedziela, 30 września 2012
Syrenka Arielka
Dziś niedziela :) Niedziela - dzień odpoczynku. Więc siedzę przed komputerem, nadrabiam blogowe zaległości, odpisuję na maile, popijam drinka i czekam na kogoś :) Zanim jednak ten ktoś się pojawi postanowiłam podsumować zeszły tydzień. Bo od jutra zaczyna się nowy, bo nowy tydzień znów będzie obfity w nowe doświadczenia, bogaty w nowe emocje i trochę już chyba nie mogę się go doczekać :) Myślę, że na podsumowanie starego wystarczy kilka zdjęć :)
It's piękne :) It's beautiful :)
Pozdrowienia moja Warszawko :) :*
Pozdrowienia moja Warszawko :) :*
Ogólnopolsko :)
Miałam małą przerwę w umieszczaniu nowości na blogu. Wszystko to spowodowane jest tym, co zwykle, moja stała śpiewka - brak czasu. Pożyczyłabym chętnie od kogoś kilka dodatkowych godzin doby żeby móc robić tyle, ile chciałabym. Ostatni tydzień był wyjątkowo maratonowy. Ale i owocny. Tyle się działo. Czas śmignął mi tak szybko, że nawet nie zdążyłam zauważyć kiedy. Dobrze, że zostały chociaż jakieś dowody i świadkowie na to, że nie próżnowałam ani nie marnotrawiłam żadnej z jego cennych chwil. Zeszły weekend - urodziny babci w Bochni. Osiemdziesiąte urodziny- -wielka sprawa, trzeba było porządnie uczcić. A więc zabraliśmy się całymi trzema czwartymi kujawskiej rodziny i śmignęliśmy do małopolski, pić za zdrowie babci. Przed wyjazdem, oczywiście tradycyjny sms: "weź lakiery" :) I banan na buzi. Więc spakowałam kufer z pilnikami, zmywaczami, lakierami i cekinami i ruszyłam na południe. W samochodzie, powoli szła produkcja kolejnych kwiatów do szala dla pani młodej :) Produkcja przerywana co jakiś czas potrzebą odpisania na sms-a, wysyłanego w stronę Warszawy. Bo tak jakoś się złożyło, że ostatnio bardzo często myślami bywam w stolicy :) W Bochni jak to w Bochni :) Kuzynki i ciocie nie mogły się obejść bez pomalowanych paznokci. To już chyba taka mała moja tradycja, że wpadając do nich, skubię brwi, robię manicure albo maluję pazurki :) Niestety, to co dobre, rodzinne, wesołe i takie beztroskie szybko się kończy. Wróciłam do Janikowa. I znów wpadłam w wir pracy. Ale o tym wirze w innym poście :)
wtorek, 18 września 2012
Chustecznik
Na kaloryferze pod oknem od dawna stał drewniany chustecznik. Choć był nowy to od dawna zapomniany. Zakupiony został z myślą o koleżance, która w swoim ślicznym gabinecie kosmetycznym stawia kartoniki z chusteczkami higienicznymi. A kartoniki te nie zawsze pasują wizualnie do wystroju i rozpraszają i nie pozwalają się w pełni relaksować ;) Tak więc już dawno wymyśliłam, że zrobię jej chustecznik w maki. Obiegłam wszystkie znane mi sklepy. Te pod nosem i te trochę mniej pod nosem. Nie było nigdzie takich maków jakie wymarzyłam sobie na chusteczniku. Na szukanie w miejscu, gdzie podobno można znaleźć wszystko, czyli w internecie, nie było czasu. Aż w końcu przyszło wybawienie z Warszawy :) Ktoś kto nie widział problemu w tym żeby usiąść i pogrzebać i znaleźć coś co idealnie wpasowało się w moją wizję. Serwetki z czerwonymi makami i lekko fioletowymi kwiatuszkami. Bajka. Listonosz dziś przyniósł i nie mogłam wytrzymać. Zawieszone zostały czynności związane z dzierganiem chusty ślubnej. Powstał chustecznik. Oto i on:
A w planie jeszcze pudełeczko na płatki kosmetyczne i pudełeczko na paznokcie ze wzorkami :) Już się nie mogę doczekać efektu !! :)
A w planie jeszcze pudełeczko na płatki kosmetyczne i pudełeczko na paznokcie ze wzorkami :) Już się nie mogę doczekać efektu !! :)
wtorek, 11 września 2012
O czasie na przyjemności :)
Takie sobie zdjęcie z Zygmusiem. Bo ostatnio jakoś tak moje myśli dosyć często krążą wokół stolicy. A że myśli poświęcone Warszawie, czas Warszawiakowi to i robota się trochę opóźnia. Ale jakoś mi to nie przeszkadza. Staram się wszystko pogodzić, tak aby nie zaniedbać żadnego z moich kochanych obowiązków i znaleźć czas na przyjemności. I udowadniam sobie, że jak się chce to można. Bo czasu na przyjemności udało się wykrzesać całkiem sporo. Więc, powoli w pocie czoła, pomiędzy telefonem a video-rozmową, pomiędzy robieniem obiadu i sprzątaniem mieszkania, pomiędzy bieganiem do pracy i z pracy, powstaje chusta. Spotkał mnie taki oto zaszczyt, że jest mi dane robić dekoracyjną chustę dla pani młodej. Na październik ma być :) I będzie... A to taki mały jej początek :)
sobota, 8 września 2012
Zapach nadziei
W pewnym pokoju, nie powiem gdzie...na szczycie starej szafy stoi pudło. "Zielone pudło". Wyjątkowe "zielone pudło", w którym chowa się troszkę nadziei, troszkę przeszłości, troszkę smutków i małych radości, troszkę wspomnień i troszkę marzeń o przyszłości. Pudło zielone jak łąka, ma białe dmuchawce i zielone biedronki a w środku cała ja, cała moja dusza :) W pudle pachnie...pięknie pachnie. Ale nie pachnie alni lawendą ani suszonymi kwiatami. Nie pachnie malinami ani perfumowanymi kartkami. I do wczoraj ciężko było mi określić co to za zapach. A teraz już wiem...Zapach nadziei :) Przed Wami "zielone pudło" :) Dobranoc :)
czwartek, 6 września 2012
Zaplątani
"Kiedy o siódmej dzień już na dobre wstanie,
muszę się zbierać zajęć mnie czeka sto, sprzątam, woskuję, myję i robię
pranie, zmiatam kurz a tu już robi się kwadrans po. Przeczytać książkę
chcę więc biorę wszystkie trzy i namalować coś galeria mi się śni, z
drutami szarpię się, upiekę ciasto i zaczekam aż się odmienią dni." Tak...to fragment piosenki z "Zaplątanych". Ale ostatnimi czasy pasuje do mnie jak ulał. Bo w żonglowaniu czasem doszłam chyba do perfekcji. Zanim w nocy zasnę to układam sobie w głowie plan co mam do zrobienia po obudzeniu się. I rano, rach ciach wszystko trzeba zrobić. I spieszyć się trzeba bo za chwilę może zadzwonić ktoś kogo przeszkadzanie wcale mi nie przeszkadza. No i w między czasie powstały śnieżynki :) Już na Gwiazdkę :) A co! Trzeba się odpowiednio wcześniej ubezpieczyć w dekoracje i upominki. A więc przygotowania do Gwiazdki (tak głupio się czuję jak piszę to z początkiem września) czas zacząć :) Pozdrowienia :)
poniedziałek, 3 września 2012
Od sznurówek po sam brzeg serwetki :)
Chociaż wolę wstawiać tutaj aktualne zdjęcia to jednak muszę się pochwalić moją pierwszą w życiu serwetką :) Szydełkować zaczęłam w zeszłym roku :) Wcześniej na szydełku potrafiłam zrobić tylko łańcuszek, który, gdy miałam 8 lat nauczył dziergać mnie dziadek. I co roku, przy pomocy tego łańcuszka, robiłam sznurowadła dla św. Mikołaja :) W zeszłym roku postanowiłam rozwinąć umiejętność. Kupiłam gazetę, wybrałam serwetkę, która najbardziej mi się podoba i ciach, prach, mach :) Wyszło :) A ponieważ jestem genialnym dzieckiem i czego się nie tknę to mi wychodzi więc i pierwsza serweta o wielkości 50 cm średnicy wyszła mega piękna :) Tadam:
sobota, 1 września 2012
Baby boom 2
Szydełkowe czapeczki i buciki dla dzieci już były. Ale nie było ich w zestawieniu z "bolerkiem". Co ja się naszukałam wzoru na bolerko. Przewertowałam tonę gazet i nigdzie nie znalazłam odpowiedniego wzoru. Aż w końcu zdesperowana, zaczęłam przeglądać archiwum ulubionych blogów. I cud, olśnienie, zesłanie. Bo oto tutaj znalazłam wzór prosty a jakże uroczy. Zainspirowana nim lekko go zmodyfikowałam aby bardziej spełniał moje "wymogi". I powstało małe, białe, słodkie bolerko dla cudownej dziewczynki, która urodziła się półtora miesiąca przed czasem. Wszystkie elementy zrobione są tak trochę "na zapas" czyli, że są troszkę większe, dlatego mam nadzieję, że będą jej służyły.
czwartek, 30 sierpnia 2012
Powrot do przeszłości :)
Dziś chciałam dodać jeszcze jedno zdjęcie :) Też takie trochę przypominające mi o tym czemu kiedyś poświęcałam bardzo dużo czasu i uwagi. Teraz robię to ale rzadziej. Paznokcie, a właściwie ich malowanie. Kiedy jadę na wakacje do rodzinnego miasta wszystkie ciocie, koleżanki cioć, kuzynki i koleżanki kuzynek a także dziewczyny kuzynów mają wymalowane paznokcie :) Czasami udaje mi się stworzyć coś tak fajnego, że robię zdjęcie. Więc tu paznokcie mojej cioci:
A tutaj link do paznokci jakie malowałam na początku, kiedy zaczynałam przygodę z malowaniem :) Miłego popołudnia :)
A tutaj link do paznokci jakie malowałam na początku, kiedy zaczynałam przygodę z malowaniem :) Miłego popołudnia :)
Imieninowo
Niedawno imieniny obchodziły panie o imieniu Patrycja. I ja mam kilka dobrych koleżanek o tym imieniu. Zwłaszcza jedną, z którą się spotykając zawsze wspominamy przygody z dzieciństwa. Miałyśmy taką paczkę. Ja, Paulina, Tereska i właśnie Patrycja. Całe wakacyjne dnie spędzałyśmy razem. Rowery, konie, noce w stajni na sianie, oglądanie gwiazd, wycieczki, wygłupy eh...Im starsze się robiłyśmy tym trudniej było wygospodarować tyle czasu co za dzieciaka na te wszystkie rzeczy. A potem doszły pierwsze miłości, czas przeznaczany komuś innemu, studia, praca i wszystkie inne sprawy jakie człowieka zaliczają do szufladki "dorosły". Dlatego teraz jak uda się nam w końcu spotkać wspominamy nasze szczeniackie przygody, śmiechu mamy co niemiara. Niedawno spotkałam się z Pauliną i ustaliłyśmy, że z okazji imienin zrobimy wspólnie dla Patrycji coś wyjątkowego. Padło na drewniane wieszaki. Organizacja kleju, pędzli, wieszaków, białej farby i lakieru do drewna a także serwetek poszła sprawnie. Jednego wieczoru wieszaki zostały pomalowane na biało. Potem przykleiłyśmy plakietki z imieniem. Wycięłyśmy serwetkowe kwiatuszki, polakierowałyśmy i po wyschnięciu przywiązałyśmy kokardki. I tak oto prezent dla Patrycji jest. Tylko nie wręczony jeszcze bo czekamy na odpowiednią chwilę :)
wtorek, 28 sierpnia 2012
Kubuś Puchatek i Mali Odkrywcy
Jak już kiedyś wspomniałam, w zeszłym roku miałam przyjemność malować ściany pewnego punktu przedszkolnego. Oto cała historia:
Pewnego razu, jeden Pan poprosił o pomalowanie ścian. Bo dla dzieci, bo ma być wesoło i przytulnie. Biegałam do przedszkola kilka razy zanim ustaliliśmy co ma uśmiechać się do maluchów ze ścian. Koncepcji była masa. W końcu ustalono, że będzie to Kubuś Puchatek i jego przyjaciele. Mimo, że panie przedszkolanki nie pałały specjalnie sympatią do jego zgrai to wiadomo, że dzieciaki go kochają. No i gdy wiadomo już było co malować, przyszła pora na mieszanie farb, zabawę z kolorami i skakanie po drabinie. Najpierw trzeba było dzieci odpowiednio pokierować aby wiedziały, w które drzwi wejść:
Potem trzeba było odpowiednio je zaprosić i zachęcić do wejścia:
I tak powstały dwa malunki. Ale co dalej...? Kiedy wejście już cudownie zachęcało do przekroczenia progu i pogrążenia się w krainie zabawy, po otworzeniu drzwi ukazywał się taki oto widok:
Trochę nudnawy, smutny, jak nie w krainie dla dzieci. A więc zatarłam ręce, domieszałam więcej farb i ruszyłam w natarciu. Spod pędzla prawie się dymiło :)I tak powstały dwa malunki. Ale co dalej...? Kiedy wejście już cudownie zachęcało do przekroczenia progu i pogrążenia się w krainie zabawy, po otworzeniu drzwi ukazywał się taki oto widok:
I tak praca z dnia na dzień posuwała się do przodu. Powstawały kolejne kwiatki, kolejni przyjaciele Kubusia, jak i on sam we własnej osobie. Ciężką i mozolną pracę wynagradzały coraz bardziej kolorowe ściany:
I tak oto kończy się historia ścian "Małych Odkrywców". Zadowolone dzieci na samym początku tuliły i całowały kolorowe postaci. Ich szerokie uśmiechy i wesołe oczka - to najlepsza zapłata za całą pracę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































