O mnie

Moje zdjęcie
Szczęśliwa posiadaczka dwóch wspaniałych rąk, które w duecie z kreatywnością potrafią działać cuda. Dziergają, szyją, kleją, wiercą, szlifują, tną, malują, rysują a w między czasie pomagają w codziennych obowiązkach. Jestem z nich dumna i z zadowoleniem chwalę się tym co wychodzi spod mojej ręki.

poniedziałek, 19 marca 2012

She might she might ;)

Czasem żałuję, że doba nie trwa dwa razy dłużej, tydzień nie ma 14 dni a moje ręce są tylko dwie. Od kiedy zaczęłam pracować to nie wiem w co mam ręce wsadzić. Tonę w gęsich jajkach, które powoli zmieniają się w pisanki, tonę też w zamówieniach na malunki ścienne...i tonę w kilometrach kordonka bo serwetki do koszyczków ze święconką trzeba udziergać i w kwadratach na patchworki tonę i w niepowypychanych zwierzątkach czekających żeby moje "stadko" powiększyć. I tonę w zaległościach czytelniczych na moich ulubionych blogach...I dlatego, że już tak bardzo tonę we wszystkim idę dokończyć dzierganie serwetki. Chociaż o jedną kochaną rzecz mniej będzie. A potem do spania...Dobranoc :) Ah...dziś nie mam żadnego zdjęcia ale za to dodam piosenkę, która w tym całym tonięciu dodaje mi powera :) Oto ona:

D O B R A N O C :*

niedziela, 11 marca 2012

Kurczaczki :)

Plan na najbliższy tydzień:
-poniedziałek i wtorek - szpital
-środa i czwartek - kontrola w Warszawie
-piątek - zaczynam pracę !! :D
A w między czasie trzeba załatwić sprawy urzędowe i medycynę pracy. Będzie trochę biegania i nie mam zielonego pojęcia czy znajdę czas na szydełko czy jakąś inną formę manualnego tworzenia :) Obiecuję jednak wycisnąć kilka cennych "minut" i podziergać między jednym a drugim badaniem :) Oczywiście efektami się podzielę :) A teraz chciałam pochwalić się prześlicznymi murzynkami-kurczaczkami, które moja mama zakupiła dziś w sklepiku :)




Smakowały tak, jak wyglądały :) No i jeszcze pochwalę się piątkowo-sobotnim zajęciem.





A teraz już dobranoc :) :*

piątek, 9 marca 2012

Piątek tygodnia koniec, roboty początek ;)

Wczoraj, a właściwie to już dziś, bo było grubo po północy, kiedy ledwo patrząc na oczy kończyłam dziergać ostatnią parę kolczyków, obiecałam sobie, że piątek będzie dniem odpoczynku i relaksu. Miałam wstać rano bez budzika, zjeść pyszne śniadanie, zasiąść na kanapie z robótką szydełkową i tak trwonić czas. No i na obietnicy się skończyło. Trwonienie czasu nie było mi dane. Tym razem wyskoczyło malowanie liści w hali centrum ogrodniczego, które będzie niebawem otwierane. Liście były już wybrane, kolory, wielkość i wszystkie inne szczegóły też. Szukali osoby, która to zrobi. Mi wiele nie trzeba mówić, jasne, że ja zrobię. Więc chwyciłam pędzle, farby, ołówek i drabinę, zapakowałam to do samochodu i w te pędy ruszyłam na podbój centrum ogrodniczego. Zabrałam ze sobą też mojego osobistego pomocnika. Pan M. akurat miał dziś wolne i zadeklarował z wesołą miną chęć pomocy. Bo liście wielkie i w dodatku cztery. No i pojechaliśmy. Na miejscu hala wielka że hej. Ściana też wielka. I wielki ziąb w środku. Początkowo rozentuzjazmowana nowym doświadczeniem i malowaniem nie odczuwałam chłodu jednak im dłużej malowałam tym bardziej przestawałam czuć rękę w której dumnie dzierżyłam puszkę z farbą. Biegałam, skakałam, potem przestałam czuć stopy i stwierdziliśmy, że pora pojechać na obiad. Po obiedzie byliśmy już mądrzejsi i zabraliśmy termosik z herbatką i radyjko i od razu było jakoś tak cieplej. I robota szła szybciej do przodu. Po kilku godzinach M. podjął męską decyzję o zakończeniu pracy na dziś, o powrocie do domu i o porządnym wygrzaniu się. No i tym sposobem reszta prac została przeniesiona na jutro. Jutro będę już sama bo M. ma swoje zajęcia ale dużo już mi nie zostało. A teraz siedzę na kanapie, owinięta kocem, piję ciepłą herbatkę i zbieram siły na jutro. Dobranoc :*

P.S Na zdjęciu "zdobnik" z mojego słoiczka, w którym póki co mieszka Stadko. Kiedyś pokażę Wam ten słoiczek. No a teraz już papa :)

czwartek, 8 marca 2012

Z naddatkiem

W tym tygodniu muszę trochę wybiec do przodu ponieważ w przyszłym będzie krucho z czasem. Szykuje się dwudniowy pobyt w szpitalu a potem jeszcze kontrola w Warszawie. Bo...jest pewna dobra wiadomość, która przyprawiłaby mnie o zawrót głowy gdyby nie to, że dopiero w środę lekarz potwierdzi czy mi wolno pozwolić sobie na owy zawrót. A do tego czasu cierpliwie trzeba czekać i tylko od czasu do czasu można się pod nosem uśmiechnąć do swoich myśli na ten temat. A myśli też przelotne bo rozmyślać o tym nie można, bo rozmyślanie prowadzi do radości a radość do entuzjazmu...Eh...Niech już będzie ta środa. Coś czuję, że zaczynam pisać głupoty więc lepiej zajmę się opisem tego co na zdjęciach. Najpierw moja piękna serweta. Trochę trwało zanim ją zrobiłam ale nie byłam gnana presją czasu więc gdzie się miałam z nią spieszyć.



No i w 100% skończonych rzeczy na ten tydzień chyba byłoby tyle. Bo co prawda mam jeszcze wydmuszki, które już pięknie wyglądają ale jeszcze do ich wykończenia potrzebuję trochę czasu. Parę dni temu dodałam dwie wydmuszki wycinane dremelem a dziś dodam reliefową. Jest piękna a nastepna bedzie jeszcze piekniejsza bo polakieruje ja białym sprayem. To mój debiut i tą pomalowałam pędzlem. Pędzel za twardy i wyszło jak wyszło. No nic...Trening czyni mistrza :) Oto jajko:



A tutaj jeszcze moje kurki, gąski i zajączki...Tak już trochę w ramach przygotowywań do świąt i do wiosny :) Można wbić w ziemię w doniczce, można zawiesić na gałązce...Też jeszcze to moje stadko niewykończone bo mi sznurka jutowego brak. I mulinę czarną trzeba jutro zakupić. Ale już wygląda uroczo. Teraz kończę i idę jeszcze zrobić kilka par kolczyków a potem spać, spać, spać :) Dobranoc :*

Stadko









Coś na ucho

Dziś czwartek. Razem ze zbliżającym się końcem tygodnia kończę kilka rzeczy, którymi się zajmowałam od soboty. Tyle pomysłów, tyle inspiracji a tylko dwie ręce. Wszystko zaczęło się od serwety okrągłej, do której potrzebowałam szydełkowe koła. Było to tutaj. Potem jeszcze gęsie wydmuszki i wymyśliłam sobie patchwork wiosenny, w trakcie tygodnia doszła jeszcze kolejna serwetka szydełkowa, kurki, zajączki i gąski na patyczkach, pomysł na reliefowe pisanki i zamówienie na kolczyki... I tak wszystko po trochu pozaczynałam i powoli popychałam do przodu co jakiś czas. Chciałoby się mieć o kilka rąk więcej, żeby realizować te wszystkie pomysły szybciej. Bo nie skończę robić jednego a tu już w mojej głowie kolejny i kolejny. A rzeczone ręce tylko dwie. Jednak są dzielne i dały radę. Na początek prezentacja kolczyków :)



A tu jeszcze dziergane na szydełku kolczyki z nitki. Wyszły delikatnie i zwiewnie i mają takie piękne wiosenne kolory. 



A jak zdążę "obrobić zdjęcia pisanek, okrągłej serwety i innych moich tworów to dodam dziś jeszcze jednego posta :)

poniedziałek, 5 marca 2012

Krótko, zwięźle i na temat :P

Ponieważ dziś dzień był długi, post będzie krótki :) Jestem wykończona. Ale wstawię dziś małą zapowiedź tego co niebawem "wybuchnie" tu na blogu. Dobranoc :)





A tu jeszcze początki mojej nowości serwetkowej :)

 Buźki :*

piątek, 2 marca 2012

O spełnionej obietnicy, geometrycznych działaniach niematematycznych i uwodzeniu

Niedawno pisałam, że dodam zdjęcia jajek jeszcze przed ich metamorfozą. No to są. Owe rzeczone jajka. Teraz już wyglądają troszkę inaczej ale niestety na zdjęcia trzeba poczekać co najmniej do jutra. Dlaczego? Dlatego, że jajka przeobraziły się wieczorem no i światło już nie takie jak trza...Co innego za dnia. Więc czekamy do jutra. W ogóle to nie miałam dziś w zamiarze dodawać notki ale, od kiedy czuję się doskonale, postanowiłam nie dawać sobie żadnej taryfy ulgowej i, mimo, że chce mi się spać jak jasny gwint, napiszę. Po co iść spać, szkoda czasu na sen ;) Dziś zawaliłam się kwadratami. Wczoraj w mojej głowie powstał pomysł na wiosenny patchwork. A, że u mnie niewiele trzeba aby pomysły zamieniły się w rzeczy, zrobiłam błyskawiczny przegląd materiałów i zaczęłam ciąć. Palec odpadał od nożyczek, "krzyż" o mało mi nie pękł ale co tam...Ważne, że kwadratów przybywało. I tak jeszcze trochę brakuje, bo boki zrobię z kilku rzędów innych kwadratów ale te główne i najważniejsze już są. Jutro będę powoli zszywać. Jeszcze na koniec napiszę, że nie wiem jak u Was ale dziś u mnie piękne słońce dość często wystawiało swoją rumianą buzię zza chmur, uśmiechało się i czarowało kwiatka stojącego na parapecie. Kwiatek dał się oczarować, zakwitł :) Dobranoc :*










czwartek, 1 marca 2012

My chcemy wiosny...


Dziś tak trochę w wiosennej oprawie :) Chcę już wiosny, zielonej trawki, pięknych kwiatuszków, słońca, które ogrzewa i poprawia humor. Może jak zagoszczą tutaj świeże, wiosenne kolory to Pani Wiosna przyjdzie już niebawem. W ramach przygotowań do wiosny i do świąt wypróbowałyśmy z mamą nową formę na babkę gotowaną. I tak oto wczoraj wieczorem powstała przepięknie pachnąca babka, która nawet nie doczekała dekoracji...Znikła w paszczy mamy, paszczy siostry i paszczy taty. Ostatnie kawałki znikły dziś rano w paszczy mojej. Popijając herbatę wyobrażałam sobie jak przystroję ową gotowaną babkę już na święta. A potem zabrałam się za robienie obiadu a ponieważ, tak jak już wcześniej wspomniałam pragnę i potrzebuję szybkiego nadejścia wiosny, obiad też miał wiosenny akcent. Mianowicie przepyszną, pięknie wyglądającą i zachęcającą kolorami surówkę. Prosta, szybka a ile potrafi dać radości i doznań smakowych. Z resztą popatrzcie i oceńcie sami jak to wygląda. Na zdjęciu surówka jest jeszcze co prawda przed dodaniem rzodkiewki, prażonego słonecznika i przed wymieszaniem ale i tak prezentuje się apetycznie. Eh...ciągle mam tyle zajęć a gęsie jajka leżą w kartonie i czekają aż je "przepruję" dremelem. Jak to u mnie zawsze znajdzie się coś co trzeba zrobić jeszcze pilniej i tak odkładam i odkładam pracę nad nimi a to już czas żeby się powoli nad nimi "znęcać". Uroczyście obiecuję, że się za to zabiorę jak najszybciej, zwłaszcza, że niebawem czeka mnie wyjazd do Warszawy i chciałabym taką pisankę podarować pewnej ważnej osobie. Osobie, której usposobienie jest jak wiosna właśnie. I pewnie dlatego nie mogę się doczekać kiedy ją zobaczę. Pozdrawiam zaglądających :*