O mnie

Moje zdjęcie
Szczęśliwa posiadaczka dwóch wspaniałych rąk, które w duecie z kreatywnością potrafią działać cuda. Dziergają, szyją, kleją, wiercą, szlifują, tną, malują, rysują a w między czasie pomagają w codziennych obowiązkach. Jestem z nich dumna i z zadowoleniem chwalę się tym co wychodzi spod mojej ręki.

niedziela, 30 września 2012

Syrenka Arielka

Dziś niedziela :) Niedziela - dzień odpoczynku. Więc siedzę przed komputerem, nadrabiam blogowe zaległości, odpisuję na maile, popijam drinka i czekam na kogoś :) Zanim jednak ten ktoś się pojawi postanowiłam podsumować zeszły tydzień. Bo od jutra zaczyna się nowy, bo nowy tydzień znów będzie obfity w nowe doświadczenia, bogaty w nowe emocje i trochę już chyba nie mogę się go doczekać :) Myślę, że na podsumowanie starego wystarczy kilka zdjęć :)




It's piękne :) It's beautiful :)
Pozdrowienia moja Warszawko :) :*

Ogólnopolsko :)

Miałam małą przerwę w umieszczaniu nowości na blogu. Wszystko to spowodowane jest tym, co zwykle, moja stała śpiewka - brak czasu. Pożyczyłabym chętnie od kogoś kilka dodatkowych godzin doby żeby móc robić tyle, ile chciałabym. Ostatni tydzień był wyjątkowo maratonowy. Ale i owocny. Tyle się działo. Czas śmignął mi tak szybko, że nawet nie zdążyłam zauważyć kiedy. Dobrze, że zostały chociaż jakieś dowody i świadkowie na to, że nie próżnowałam ani nie marnotrawiłam żadnej z jego cennych chwil. Zeszły weekend - urodziny babci w Bochni. Osiemdziesiąte urodziny- -wielka sprawa, trzeba było porządnie uczcić. A więc zabraliśmy się całymi trzema czwartymi  kujawskiej rodziny i śmignęliśmy do małopolski, pić za zdrowie babci. Przed wyjazdem, oczywiście tradycyjny sms: "weź lakiery" :) I banan na buzi. Więc spakowałam kufer z pilnikami, zmywaczami, lakierami i cekinami i ruszyłam na południe. W samochodzie, powoli szła produkcja kolejnych kwiatów do szala dla pani młodej :) Produkcja przerywana co jakiś czas potrzebą odpisania na sms-a, wysyłanego w stronę Warszawy. Bo tak jakoś się złożyło, że ostatnio bardzo często myślami bywam w stolicy :) W Bochni jak to w Bochni :) Kuzynki i ciocie nie mogły się obejść bez pomalowanych paznokci. To już chyba taka mała moja tradycja, że wpadając do nich, skubię brwi, robię manicure albo maluję pazurki :) Niestety, to co dobre, rodzinne, wesołe i takie beztroskie szybko się kończy. Wróciłam do Janikowa. I znów wpadłam w wir pracy. Ale o tym wirze w innym poście :)


wtorek, 18 września 2012

Chustecznik

Na kaloryferze pod oknem od dawna stał drewniany chustecznik. Choć był nowy to od dawna zapomniany. Zakupiony został z myślą o koleżance, która w swoim ślicznym gabinecie kosmetycznym stawia kartoniki z chusteczkami higienicznymi. A kartoniki te nie zawsze pasują wizualnie do wystroju i rozpraszają i nie pozwalają się w pełni relaksować ;) Tak więc już dawno wymyśliłam, że zrobię jej chustecznik w maki. Obiegłam wszystkie znane mi sklepy. Te pod nosem i te trochę mniej pod nosem. Nie było nigdzie takich maków jakie wymarzyłam sobie na chusteczniku. Na szukanie w miejscu, gdzie podobno można znaleźć wszystko, czyli w internecie, nie było czasu. Aż w końcu przyszło wybawienie z Warszawy :) Ktoś kto nie widział problemu w tym żeby usiąść i pogrzebać i znaleźć coś co idealnie wpasowało się w moją wizję. Serwetki z czerwonymi makami i lekko fioletowymi kwiatuszkami. Bajka. Listonosz dziś przyniósł i nie mogłam wytrzymać. Zawieszone zostały czynności związane z dzierganiem chusty ślubnej. Powstał chustecznik. Oto i on:


A w planie jeszcze pudełeczko na płatki kosmetyczne i pudełeczko na paznokcie ze wzorkami :) Już się nie mogę doczekać efektu !! :)

wtorek, 11 września 2012

O czasie na przyjemności :)



Takie sobie zdjęcie z Zygmusiem. Bo ostatnio jakoś tak moje myśli dosyć często krążą wokół stolicy. A że myśli poświęcone Warszawie, czas Warszawiakowi to i robota się trochę opóźnia. Ale jakoś mi to nie przeszkadza. Staram się wszystko pogodzić, tak aby nie zaniedbać żadnego z moich kochanych obowiązków i znaleźć czas na przyjemności. I udowadniam sobie, że jak się chce to można. Bo czasu na przyjemności udało się wykrzesać całkiem sporo. Więc, powoli w pocie czoła, pomiędzy telefonem a video-rozmową, pomiędzy robieniem obiadu i sprzątaniem mieszkania, pomiędzy bieganiem do pracy i z pracy, powstaje chusta. Spotkał mnie taki oto zaszczyt, że jest mi dane robić dekoracyjną chustę dla pani młodej. Na październik ma być :) I będzie... A to taki mały jej początek :)


sobota, 8 września 2012

Zapach nadziei

W pewnym pokoju, nie powiem gdzie...na szczycie starej szafy stoi pudło. "Zielone pudło". Wyjątkowe "zielone pudło", w którym chowa się troszkę nadziei, troszkę przeszłości, troszkę smutków i małych radości, troszkę wspomnień i troszkę marzeń o przyszłości. Pudło zielone jak łąka, ma białe dmuchawce i zielone biedronki a w środku cała ja, cała moja dusza :) W pudle pachnie...pięknie pachnie. Ale nie pachnie alni lawendą ani suszonymi kwiatami. Nie pachnie malinami ani perfumowanymi kartkami. I do wczoraj ciężko było mi określić co to za zapach. A teraz już wiem...Zapach nadziei :) Przed Wami "zielone pudło" :) Dobranoc :)


czwartek, 6 września 2012

Zaplątani

"Kiedy o siódmej dzień już na dobre wstanie, muszę się zbierać zajęć mnie czeka sto, sprzątam, woskuję, myję i robię pranie, zmiatam kurz a tu już robi się kwadrans po. Przeczytać książkę chcę więc biorę wszystkie trzy i namalować coś galeria mi się śni, z drutami szarpię się, upiekę ciasto i zaczekam aż się odmienią dni." Tak...to fragment piosenki z "Zaplątanych". Ale ostatnimi czasy pasuje do mnie jak ulał. Bo w żonglowaniu czasem doszłam chyba do perfekcji. Zanim w nocy zasnę to układam sobie w głowie plan co mam do zrobienia po obudzeniu się. I rano, rach ciach wszystko trzeba zrobić. I spieszyć się trzeba bo za chwilę może zadzwonić ktoś kogo przeszkadzanie wcale mi nie przeszkadza. No i w między czasie powstały śnieżynki :) Już na Gwiazdkę :) A co! Trzeba się odpowiednio wcześniej ubezpieczyć w dekoracje i upominki. A więc przygotowania do Gwiazdki (tak głupio się czuję jak piszę to z początkiem września) czas zacząć :) Pozdrowienia :)



poniedziałek, 3 września 2012

Od sznurówek po sam brzeg serwetki :)

Chociaż wolę wstawiać tutaj aktualne zdjęcia to jednak muszę się pochwalić moją pierwszą w życiu serwetką :) Szydełkować zaczęłam w zeszłym roku :) Wcześniej na szydełku potrafiłam zrobić tylko łańcuszek, który, gdy miałam 8 lat nauczył dziergać mnie dziadek. I co roku, przy pomocy tego łańcuszka, robiłam sznurowadła dla św. Mikołaja :) W zeszłym roku postanowiłam rozwinąć umiejętność. Kupiłam gazetę, wybrałam serwetkę, która najbardziej mi się podoba i ciach, prach, mach :) Wyszło :) A ponieważ jestem genialnym dzieckiem i czego się nie tknę to mi wychodzi więc i pierwsza serweta o wielkości 50 cm średnicy wyszła mega piękna :) Tadam:


sobota, 1 września 2012

Baby boom 2


Szydełkowe czapeczki i buciki dla dzieci już były. Ale nie było ich w zestawieniu z "bolerkiem". Co ja się naszukałam wzoru na bolerko. Przewertowałam tonę gazet i nigdzie nie znalazłam odpowiedniego wzoru. Aż w końcu zdesperowana, zaczęłam przeglądać archiwum ulubionych blogów. I cud, olśnienie, zesłanie. Bo oto tutaj znalazłam wzór prosty a jakże uroczy. Zainspirowana nim lekko go zmodyfikowałam aby bardziej spełniał moje "wymogi". I powstało małe, białe, słodkie bolerko dla cudownej dziewczynki, która urodziła się półtora miesiąca przed czasem. Wszystkie elementy zrobione są tak trochę "na zapas" czyli, że są troszkę większe, dlatego mam nadzieję, że będą jej służyły.