Jak już kiedyś wspomniałam, w zeszłym roku miałam przyjemność malować
ściany pewnego punktu przedszkolnego. Oto cała historia:
Pewnego razu, jeden Pan poprosił o pomalowanie ścian. Bo dla dzieci, bo ma być wesoło i przytulnie. Biegałam do przedszkola kilka razy zanim ustaliliśmy co ma uśmiechać się do maluchów ze ścian. Koncepcji była masa. W końcu ustalono, że będzie to Kubuś Puchatek i jego przyjaciele. Mimo, że panie przedszkolanki nie pałały specjalnie sympatią do jego zgrai to wiadomo, że dzieciaki go kochają. No i gdy wiadomo już było co malować, przyszła pora na mieszanie farb, zabawę z kolorami i skakanie po drabinie. Najpierw trzeba było dzieci odpowiednio pokierować aby wiedziały, w które drzwi wejść:
Potem trzeba było odpowiednio je zaprosić i zachęcić do wejścia:
I tak powstały dwa malunki. Ale co dalej...? Kiedy wejście już cudownie zachęcało do przekroczenia progu i pogrążenia się w krainie zabawy, po otworzeniu drzwi ukazywał się taki oto widok:
Trochę nudnawy, smutny, jak nie w krainie dla dzieci. A więc zatarłam ręce, domieszałam więcej farb i ruszyłam w natarciu. Spod pędzla prawie się dymiło :)
I tak praca z dnia na dzień posuwała się do przodu. Powstawały kolejne kwiatki, kolejni przyjaciele Kubusia, jak i on sam we własnej osobie. Ciężką i mozolną pracę wynagradzały coraz bardziej kolorowe ściany:
No i na koniec trzeba było pokazać, gdzie dzieci są. Żeby wiedziały do jakiego przedszkola chodzą:
I tak oto kończy się historia ścian "Małych Odkrywców". Zadowolone dzieci na samym początku tuliły i całowały kolorowe postaci. Ich szerokie uśmiechy i wesołe oczka - to najlepsza zapłata za całą pracę.