
Wczoraj, a właściwie to już dziś, bo było grubo po północy, kiedy ledwo patrząc na oczy kończyłam dziergać ostatnią parę kolczyków, obiecałam sobie, że piątek będzie dniem odpoczynku i relaksu. Miałam wstać rano bez budzika, zjeść pyszne śniadanie, zasiąść na kanapie z robótką szydełkową i tak trwonić czas. No i na obietnicy się skończyło. Trwonienie czasu nie było mi dane. Tym razem wyskoczyło malowanie liści w hali centrum ogrodniczego, które będzie niebawem otwierane. Liście były już wybrane, kolory, wielkość i wszystkie inne szczegóły też. Szukali osoby, która to zrobi. Mi wiele nie trzeba mówić, jasne, że ja zrobię. Więc chwyciłam pędzle, farby, ołówek i drabinę, zapakowałam to do samochodu i w te pędy ruszyłam na podbój centrum ogrodniczego. Zabrałam ze sobą też mojego osobistego pomocnika. Pan M. akurat miał dziś wolne i zadeklarował z wesołą miną chęć pomocy. Bo liście wielkie i w dodatku cztery. No i pojechaliśmy. Na miejscu hala wielka że hej. Ściana też wielka. I wielki ziąb w środku. Początkowo rozentuzjazmowana nowym doświadczeniem i malowaniem nie odczuwałam chłodu jednak im dłużej malowałam tym bardziej przestawałam czuć rękę w której dumnie dzierżyłam puszkę z farbą. Biegałam, skakałam, potem przestałam czuć stopy i stwierdziliśmy, że pora pojechać na obiad. Po obiedzie byliśmy już mądrzejsi i zabraliśmy termosik z herbatką i radyjko i od razu było jakoś tak cieplej. I robota szła szybciej do przodu. Po kilku godzinach M. podjął męską decyzję o zakończeniu pracy na dziś, o powrocie do domu i o porządnym wygrzaniu się. No i tym sposobem reszta prac została przeniesiona na jutro. Jutro będę już sama bo M. ma swoje zajęcia ale dużo już mi nie zostało. A teraz siedzę na kanapie, owinięta kocem, piję ciepłą herbatkę i zbieram siły na jutro. Dobranoc :*
P.S Na zdjęciu "zdobnik" z mojego słoiczka, w którym póki co mieszka Stadko. Kiedyś pokażę Wam ten słoiczek. No a teraz już papa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.