Wiem...Dawno tu nie zaglądałam...Będąc w Warszawie czas się zatrzymał. Przestał biec i nie liczyło się nic więcej jak to co tu i teraz. Nie myślałam o tym co było, o tym co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc. A gdy te dwa cudowne dni, w których czas stanął, skoczyły się, znów ruszyła lawina pędzących w mgnieniu oka minut. Sprint godzin...sztafeta dni. Wyjeżdżając z Warszawy w październiku w nieokreślonych i
niesprecyzowanych planach były kolejne odwiedziny. I tak, Warszawiak
odwiedził mnie tydzień później. A potem obowiązki i praca zmusiły nas do
tego, że termin kolejnej wizyty w stolicy został ustalony na 23
listopada. I trzeba było czekać. Wiadomo, że kiedy na coś bardzo się czeka dobrze
wtedy zająć myśli i ręce czymś innym. Tak też zrobiłam...Były druty,
szydełko, masa solna, praca, dom, przygotowania świątecznych pierdołek i gdyby jeszcze mało tego było postanowiłam zacząć dalszy etap studiów. Więc do przyjemnych obowiązków doszły jeszcze projekty. A na dodatek wczoraj zaopatrzyłam się w czółenko do frywolitek i powiększam wachlarz swych umiejętności o frywolitkową koronkę...Tyle się dzieje, że ani się obejrzałam a tu od wizyty w Warszawie minął już ponad miesiąc. I za niecałe dwa tygodnie znów stolica :) A teraz prezentuję część owoców mojej pracy i wracam do kreślenia projektu :) Miłego dnia :)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.